Coś starego – „Wychodząc z cienia”.

Wyjść z cienia nie jest łatwo, bo ciemność wbrew pozorom taka straszna nie jest.
Gdy spowija ona ciało i duszę – blask słońca wzbudza lęk,
bariera przekroczenia strefy mroku jest często nie do pokonania.
Ten pierwszy, najważniejszy krok bywa też najtrudniejszy.

Wyjść z cienia nie jest łatwo, lecz znaleźć się w nim tak prosto.
Czasem zbliżamy się ku niemu prawie niezauważalnie,
dzień po dniu, krok po kroku …
Czasem w jednej chwili zawala się nasz cały świat.
Gdy otwieramy oczy jest już tylko ciemność.
A my … zagubieni, z pustką w głowie i sercu nie rozumiemy „dlaczego” …
I tkwimy tam bez żadnej przyjaznej dłoni, żadnego przychylnego spojrzenia,
sami … samotni …

Wyjść z cienia nie jest łatwo, niewielu potrafi wydostać się z niego o własnych siłach.
W cieniu jesteśmy niewidzialni i tacy bezpieczni w swoim cierpieniu,
lecz także bezradni – oplątani nim niczym pajęczą siecią.
Niektórzy próbują wyrwać się z tego kręgu bólu i podnoszą swoją twarz ku słońcu.
Lecz robią to zbyt szybko i nie są w stanie wytrzymać intensywnych promieni słonecznych.
Cofają się więc przerażeni, bo ból jaki czują na spalonej słońcem twarzy jest jeszcze większy.
Na podjęcie kolejnej próby powrotu do światła prędko się nie zdecydują.

Wyjść z cienia nie jest łatwo, bo gdy zdobędziemy się na odwagę
nie mamy pewności czy w słońcu będzie łatwiej.
Bo światło obnaży nas z każdej minuty cierpienia, a wiele oczu zwróconych w naszą stronę
będzie patrzeć na nas z agresją, pogardą, obojętnością, niezrozumieniem …
I znowu staniemy się jedną wielką krwawiąca raną, która nie będzie chciała się zagoić.
Dlatego jedni ponownie odejdą w cień a inni zasną na zawsze – by już nie cierpieć
bo światło nie dało im oczekiwanego ukojenia.

Dlatego by wyjść z cienia potrzebna jest chociaż jedna silna dłoń,
co złapie i trzymać będzie, choćby oczy innych lodem mroziły nasze serca.
Gdy słońce zbyt mocno zaświeci – zasłonią nas przed nim, delikatnie lecz zdecydowanie.
Gdy wiatr zbyt mocno zawieje – przygarną nas mocno do siebie
i szczelnie otulą ciepłym płaszczem miłości.
A gdy deszcz spadnie – rozłożą nad nami parasol,
by żadna kropla nie wtopiła się w nasze cierpiące ciało.

I będą przy nas.
Płacząc razem z nami.
Milcząc razem z nami.
Modląc się razem z nami, by ból przygasł, osłabł i odszedł.
Ciągle trzymając za dłoń, silnie, uparcie, wytrwale,
przybliżając nas krok po kroku do światła.

Prawdziwi przyjaciele.
Gotowi znieść wiele,
pomimo wszystko,
uzdrowiciele naszych okaleczonych dusz i ciał …

To dzięki nim niektórzy z nas potrafią wyjść z cienia.
Niektórzy – bo takich oddanych przyjaciół jest wciąż zbyt mało …

Pomóżmy innym wyjść z cienia,
bo wydostać się z niego naprawdę nie jest łatwo.

 

Tagi: , ,

4 komentarze do “Coś starego – „Wychodząc z cienia”.”

  1. wigoma napisał(a):

    Po ponad miesięcznej przerwie powracam tekstem „Wychodząc z cienia”.
    Napisałam go prawie dwa lata temu, dlatego też jest to „Coś starego”.
    Niedługo opublikuję kolejny z czterech przygotowanych wpisów. Tym razem będzie to „Coś nowego”.
    Pozdrawiam :-)

  2. Czarodzielnica napisał(a):

    Nareszcie!
    A może czasami chcemy pozostać w cieniu…?

    „Prawdziwi przyjaciele”, jestem młoda, a już teraz wydaje mi się to pustym frazesem, chyba za wcześnie :( Chciałabym, żeby było inaczej.

  3. monica napisał(a):

    Cień jest zimny, jest chłodny, szary, samotny….i bezpieczny.
    Słońce jest ciepłe, radosne, złote, energetyczne….i wymagające.

    Bycie dobrym, prawdziwym przyjacielem to też sztuka.
    Bądźmy dobrymi przyjaciółmi.

  4. a.pe napisał(a):

    Po raz kolejny nie wiem, co napisać… Bardzo mnie ruszył ten tekst… Inne doświadczenia, a jednak myśli i uczucia podobne… I choć w życiu zawiodło mnie wielu „przyjaciół”, to dopiero od kilku lat przekonuję się, że prawdziwa przyjaźń jest możliwa. Czasami wystarczy ten jeden drobny gest, krótkie zdanie w smsie, gdy niemożliwe jest spotkanie, albo chociaż świadomość, że gdzieś tam jest Ktoś, Kto wie, stara się zrozumieć i życzy mi jak najlepiej… I to jest cudowne. I nie zamierzam zamykać się na tak wspaniałą rzecz, tylko dlatego, że po raz kolejny ktoś udowodnił, że nie jest wart, by nazwać go mianem przyjaciela. Ostatnio było obok mnie kilka takich osób. Ale nie zepchną mnie one do cienia, bo wiem, że gdzieś daleko jest ten Ktoś, Kto myśli i podaje swoją dłoń, choćby tylko w przenośni…