Dwie kreski – cz. II.

Kalendarz wiszący na ścianie powitał ją datą obrysowaną czerwonym kółkiem.

Filiżanka kawy z niewielką domieszką mleka
stała na kuchennym stole prawie nietknięta.
– ” Nie smakuje mi” – pomyślała.
– „Naprawdę mi nie smakuje, czy tylko to sobie wmawiam?” – zapytała.

Jej twarz wyrażała napięcie i widać było, że biła się ze swoimi myślami.
Uderzając nerwowo palcami w stół podjęła decyzję:
– „Już czas! Nie mogę dłużej czekać!”.
Po czym wysunęła jedną z wąskich szuflad i wyjęła z niej kartonowe,
prostokątne pudełko.

Idąc do łazienki poczuła silne i krótkie uderzenie tuż ponad wzgórkiem łonowym.
Zbyt dobrze je znała by się mylić, jednak z nadzieją spojrzała w dół.
Po jej szczupłym udzie powoli spływała czerwona kropla,
która stopniowo zamieniała się w wąską, wijącą się wstążkę.

Chwilę później poczuła kolejne uderzenie, lecz ono było już nieistotne.
Po jej twarzy popłynęły łzy, których z sekundy na sekundę było coraz więcej.
– „Więc to znowu nie teraz” – pomyślała z rozpaczą.
– „Znowu nie teraz …”

Nie przestawała płakać.
Czuła, że świat zamykał się przed nią,
po raz kolejny …

Tagi:

6 komentarzy do “Dwie kreski – cz. II.”

  1. magdalenka_w_86 napisał(a):

    Dla jednych wielkie marzenie, dla innych jeszcze nie ten moment i przewrócenie się świata do góry nogami…

  2. a.pe napisał(a):

    Akurat dzisiaj o tym myślałam… Dostałam skierowanie do szpitala na badania… Jak zwykle durne procedury – może w sierpniu mnie przyjmą, kiedy skończy się diagnostyka? Kiedy zacznie leczenie?
    A zegar powoli odmierza upływające sekundy: tyk tyk tyk…
    Nie, nie mam jeszcze aż tak wielkiego parcia na dziecko. Nie muszę mieć go „już”, ale co jeśli potem będzie za późno?

  3. myos napisał(a):

    Nie wiem właściwie dlaczego, ale wzruszył mnie ten tekst.. Jakoś tak mnie poruszył.. Czasem mam takie myśli, że chciałabym zbliżać się w kierunku założenia rodziny, a nawet nie mam odpowiedniego partnera, ani nawet jakiegokolwiek. Może właśnie dlatego nachodzą mnie te myśli..? Do tego jakieś drobne problemy zdrowotne nasuwały mi takie refleksje jak narysowane w tym tekście, ale chyba wtedy to była obawa zdecydowanie na wyrost. To musi być straszny ból duszy, kiedy „po raz kolejny zamyka się świat”.. Można brutalnie rzec, że kolejną niesprawiedliwością natury jest gdy jednym bardzo pragnącym tego maleńkiego życia pod sercem się nie udaje, a dostają je czasem ci, którzy „tego” nie chcą.. „Dwie kreski” i dwie perspektywy…

  4. malwinasan napisał(a):

    skąd ja to znam…..
    i to rozczarowanie raz za razem…..
    ale warto czekać…

  5. marzen83 napisał(a):

    Aż mnie ukłuł ten tekst, bardzo,,, Przez 3 lata przeżywałam koszmar, koszmar niedomówień, oczekiwania, bólu,,, potem wręcz obsesję,,,

    I przepłakałam wiele,,, miesięcy.

    Potem zaczęłam oswajać się z myślą o porażce,,,

    Ale los wynagrodził mi ten okrutny czas,,,

    Pięknie piszesz, bo trafiasz prosto w serce,,, mnie trafiłaś. Dziękuję,,,

  6. maiden napisał(a):

    nadzieja, ona pozostanie na zawsze bo bez niej jak źle by było, nawet jeśli to nie ten moment, to należny wierzyć, że ten właściwy nastanie kiedyś i będzie poprzez owe specyficzne wyczekiwanie bardziej doceniony niż kiedy indziej…