Dwie kreski – cz. I.

Ten dzień zaczęła nerwowo.
Jej wzrok przykuła data w kalendarzu zaznaczona na czerwono.

Mocna, gorąca kawa z kostką cukru nie smakowała jak zawsze.
– „Czyżby?” – pomyślała, nie potrafiąc już odróżnić tego co jest, od tego co jej się tylko wydaje.

Chwilę stała przy blacie kuchennym, jakby walcząc sama z sobą.
W końcu zdecydowanym krokiem weszła do łazienki.

-„Już czas” – pomyślała.
– „Nie mogę dłużej czekać!”.
Drżącymi rękoma wyjęła z szafki kartonowe, prostokątne pudełko.

W tym momencie poczuła silny ból w podbrzuszu, za chwilę kolejny i kolejny.
Z niedowierzaniem włożyła rękę w miejsce, gdzie kończą się jej uda.
Wyczuła lepką, ciepłą wydzielinę.
To była stróżka krwi symbolizująca jej kobiecość.

Ciałem wstrząsnęły kolejne dreszcze, lecz kobieta nie zwracała już na nie uwagi.
Odwróciła się w kierunku lustra, które odbijało jej uśmiech – radosny z rzędem białych zębów.
– „Więc to jeszcze nie teraz” – pomyślała z ulgą,
– „Jeszcze nie teraz …”

Uśmiech nie schodził  jej  z twarzy.
Czuła, że świat stanął przed nią otworem,
po raz kolejny …

Tagi:

7 komentarzy do “Dwie kreski – cz. I.”

  1. a.pe napisał(a):

    Mogłabym podzielić te dwa teksty na kiedyś i teraz…
    Tylko, że teraz dotyczy tej drugiej części…

  2. sweetest napisał(a):

    Wigomo mam nadzieję, że kiedyś będę mogła przeczytać Cię na papierze :)

  3. judytka napisał(a):

    reakcje na dwie kreski są różne zależne od naszego wieku, marzeń, planów….
    właśnie przed chwilą przypomniało mi sie, ze wrózka mojemu mezowi kiedyś, kiedyś, kiedyś wywróżyła, ze będzie miał 3 dzieci- i zapewne w teraźniejszej sytuacji na taką ewentualnośc moja reakcja byłaby taka jak w tym wpisie…
    Należę do tych szczesliwców dla których tzw planowanie rodziny było proste, pomysleliśmy o tym, ze moze teraz pierwsze dziecko i za 2 miesiące pojawiły sie dwie kreski, drugie po studiach itd i po 2 misiaca pojawiły sie kolejne dwie wyraźne kreski, sam przebieg ciazy już nie był tak udany ale wszystko dobrze sie skończyło i to jest najwazniejsze…. nazywam sie dzieki temu szczesciarą gdyż przeżyłam poronienie mojej najlepszej przyjaciółki,poród 6 mieisęcznego dziecka bez szans, wokół mnie jest bardzo dużo osób których los nie potrafi tak uszczesliwić,znam osoby które sie poddały zapłodnieniu inwitro,przyjaciółka adoptowała dziewczynkę… nie wiem dlaczego tak ułożony jest ten świat iż dla wielu osób dziecko byłoby największym szczesciem , a dla innych jest nieszczesciem , ciężarem, potrafia dzieci katowac lub nawet uśmiercić…

  4. doncia136 napisał(a):

    Cudowna blogowa przestrzeń , niezwykle uporządkowana i bijąca ciepłem już od samego wejścia;)

  5. maiden napisał(a):

    bardziej utożsamiam się z częścią drugą – aczkolwiek każda istota ma inne odczucia, być może są ludzi i momenty w których na macierzyństwo nie jesteśmy gotowi, jednak nawet w tym najmniej oczekiwanym i odpowiednim (o ile tak można powiedzieć) momencie dziecko jest wielkim darem od Boga…

  6. Karmazynowa melancholiczka napisał(a):

    Cieszę się niezmiernie z tego, że bardziej utożsamiam się z częścią drugą. Choć teraz nie jestem na to gotowa z powodu wieku, bo wiem że potrzeba mi na to więcej dojrzałości… ale wiem, że to wspaniały, cudowny dar i nie zamierzam go sobie odbierać pod pretekstem wolności. Mam nadzieję, że kiedyś ujrzę te dwie kreski zwiastujące radosną nowinę :)

  7. Czarodzielnica napisał(a):

    Wracam często do tego wiersza i patrzę na swój stary komentarz – teraz wydaje się taki infantylny. A poza tym zrobiłam się egoistyczna i czuję, że teraz w pełni chcę świata „stojącego przede mną otworem”.
    A uczucie się wzmaga z każdym razem, kiedy dowiaduję się o kolejnej koleżance, rówieśnicy w ciąży.. Wcale ich jeszcze nie chcę… bardzo nie chcę, to źle?