Cztery Żywioły: cz. II – Powietrze.

– Jakie to uczucie mieć na swoim ciele silne, męskie dłonie?
– Jak to jest wtulać się z całych sił w ukochane ciało i czuć to ciepło pulsujące z jego wnętrza?
Kiedy widzę parę kochanków doświadczających fizycznego aspektu miłości cieszę się ich szczęściem
lecz czuję też smutek mieszający się z zazdrością, że nie jest mi to przeznaczone …

Jestem Powietrzem.
Moje istnienie wydaje się tak oczywiste, że ludzie nie myślą o mnie zbyt często.
Ze wszystkich żywiołów to ja jestem tym najbardziej niedocenianym…
Nikt właściwie nie zaprząta sobie mną głowy, nie zastanawia się nad tym jak wyglądam,
co lubię, czego pragnę.
Jednak zaznaczam swoją obecność, gdy stęskniona towarzystwa poruszam się z prędkością wiatru
między ludźmi, zwierzętami i roślinami.

Moja kraina opiera się siłom grawitacji.
Wszystko, co choć na chwilę potrafi wznieść się ponad Ziemię i Wodę należy do mnie.
Jednak największą władzę mam nad mieszkańcami krainy mojej siostry – Ziemi.
To ja decyduję czyj kolejny oddech będzie ostatnim, a kto nigdy nie otrzyma szansy na życie.
Ziemia mówi, że to wielka odpowiedzialność, która jest tak samo darem jak i przekleństwem.

Taniec to moja pasja, taniec to moja słabość.
To dzięki niemu wiem, co to namiętność, której tak pragnę doświadczać.
Lecz gdy zbyt mocno daję się jej ponieść, unoszę do swojej krainy wszystko,
co napotykam na swojej drodze.
Gdy muzyka cichnie i namiętny taniec dobiega końca moja kraina nagle pustoszeje a drzewa,
dachy domów i inni partnerzy w tańcu bezwiednie opadają w miejsca im nie przeznaczone
wywołując przerażenie i bezradność ludzi.
Wtedy to przypominają sobie o mnie, lecz myśli które ku mnie kierują nie są ani dobre, ani miłe.
A to wywołuje ogromny smutek w sercu Ziemi, którą najbardziej ukochałam z moich sióstr.
Dlatego nie tańczę zbyt często. Nie tak pragnę być postrzegana …

Miłość Powietrza jest taka sama jak ja, zupełnie niewidoczna.
Co nie oznacza, że Powietrze jest niezdolne do miłości.
Kocham mocniej niż inni i bardziej cierpię w tym niespełnieniu.
Jednak by moje życie nie było pasmem smutku cieszę się miłością tych,
którym jest dane jej doświadczać.

Dokładnie pamiętam ten dzień, w którym zobaczyłam go po raz pierwszy.
Kiedy jego małe, niezdarne ciałko przedostało się wprost z łona matki na ten świat
już czekałam by wpuścić do jego ust pierwszy strumień powietrza.
Gdy to zrobiłam nie zapłakał jak wiele innych noworodków, tylko spojrzał mi prosto w oczy,
czego nie zrobił jeszcze żaden człowiek.
Już wtedy coś zakiełkowało w moim sercu.
Już wtedy wiedziałam, że będzie kimś wyjątkowym.
Kochałam go od zawsze.
Za jego nieposkromioną naturę, za odwagę, za to że ścigał się z wiatrem
a na każdy coraz to silniejszy podmuch reagował radosnym śmiechem.
Za jego siłę i troskliwość wobec najbliższych.

Miłość bywa ślepa.
Miłość jest jak narkotyk, miłość uzależnia.
Myślałam, że będę go mieć tylko dla siebie,
że w tej życiowej wędrówce to ja będę jego towarzyszką.
Wierzyłam, że nadejdzie taki dzień kiedy w końcu mnie dostrzeże i zrozumie,
że idealnie do siebie pasujemy.

W tym miłosnym zaślepieniu nie zauważyłam najważniejszego, że swoje serce ofiarował innej.
Ich czułe uściski, miłosne wyznania szeptane w ukryciu wywołały we mnie atak furii.
Choć sama kochałam równie mocno co ona,
choć tak bardzo pragnęłam doświadczyć pieszczoty jego gorących warg
nie miałam szans na tą miłość …
Szalałam z zazdrości, wichury i zawieruchy wywoływały postrach wśród wszystkich żyjących istot.
Nie przejmowałam się tym. Chciałam by wszyscy poznali moje cierpienie,
chciałam by w końcu mnie dostrzegli i zrozumieli, że tak trudno być Powietrzem.
Jednak gdy gniew opadł i wiatry ucichły, przyszedł czas na refleksje.
Skoro dwie najbliższe memu sercu osoby połączyło to, co najpiękniejsze
nie miałam innego wyjścia …
Moją siostrę darzyłam najgłębszym uczuciem,
jego musiałam nauczyć się kochać jak brata.

Wciąż nie mogę sobie wybaczyć tego, co się stało
i czuję jak ciężkie jest brzemię winy, której się dopuściłam.
Gdyby nie moja lekkomyślność wszystko potoczyłoby się inaczej.
Lecz miłość odbiera rozum i czujność.
Nie ochroniłam go, nie uratowałam przed tym, co najgorsze.
Nie dostrzegłam znaków, które jeden po drugim przybliżały dzień jego śmierci.
Dręczona wyrzutami sumienia i poczuciem winy nie mam odwagi prosić
o wybaczenie tej, której szczęście wciąż jest dla mnie tak ważne.

Ochrona ludzkiego życia to wielka odpowiedzialność.
Jednak nie potrafiłam sprostać temu zadaniu. Zawiodłam.
Jedno życie znaczyło tak wiele, zbyt wiele ….
Bez niego wszystko rozsypało się jak domek z kart.
Z krwawiącym sercem i oczami opuchniętymi od łez daremnie wołam jego imię,
zresztą nie ja jedna ….

Tagi:

5 komentarzy do “Cztery Żywioły: cz. II – Powietrze.”

  1. wigoma napisał(a):

    Tym razem przedstawiam drugą z sióstr – Powietrze.
    Tekst trochę dłuższy od pierwszego, mam jednak nadzieję że także przypadnie do gustu osobom odwiedzającym moją stronę.
    Kolejna historia zakochanej siostry stanowi podpowiedź do trzeciej części, ale na pewno nie wyjaśnia wszystkiego!
    Miłej lektury i liczę na Wasze komentarze, opinie czy przypuszczenia :-)

  2. milena23x napisał(a):

    Opowiadanie jest niesamowite, strasznie wciąga i już nie mogę się doczekać kolejnych części:) pozdrawiam

  3. magdalenka_w_86 napisał(a):

    Ja czasem też się tak czuję jak „Powietrze” – niedoceniona i źle lokująca swoje uczucia.
    Czekam na kolejną część, tylko nie pozwól nam zbyt długo czekać ;)

  4. a.pe napisał(a):

    Wychodzi na to, że miłość nie jest taką prostą sprawą, jakby się mogło wydawać. Zwłaszcza, gdy w grę zaczynają wchodzić różne rodzaje miłości, gdy trzeba wybierać między szczęściem swoim a innych…

    Czekam na kolejna część…

  5. maxcom napisał(a):

    Nie moge sie już doczekać 3 części! Mam swoje przypuszczenia która to siostra , ale zawsze możesz mnie czymś zaskoczyć:) uwielbiam czytać Twoje wpisy!