Coś trzeba stracić, aby zyskać coś …

Jest taki czas w życiu każdego człowieka, gdy coś zyskuje. Czasem jest to nowa para butów kupiona w niekontrolowanym odruchu zaspokojenia własnej przyjemności. Czasem zyskuje kilka dodatkowych kilogramów, siwych włosów lub zmarszczek na czole, ale to taki rodzaj zysku którego raczej sobie nie życzy. I w końcu zyskuje to, co najważniejsze, najbliższe sercu – bo upragnione, ukochane i wyczekiwane.

 

By coś zyskać często trzeba coś stracić. A przynajmniej zrezygnować i zmienić coś w sobie i dookoła siebie. Czasem w zgodzie ze sobą częściej wbrew sobie. Czasem z tęsknotą, czasem bez żalu.

 

Tym długim wstępem chcę powiedzieć, że i mnie udało się złapać swoje marzenia, a teraz dotykając ich każdego dnia zyskuję więcej niż na to zasługuję. Ale ten zysk niesie ze sobą szereg zmian, tych wyczekiwanych i zupełnie niespodziewanych. I rezygnacji z tego, co było ważne, lecz teraz nie jest najważniejsze. Teraz ktoś inny jest na pierwszym planie. I wiem, że choć nigdy to się nie zmieni  – to znowu znajdę czas dla siebie i zacznę zapełniać tą stronę swoimi tekstami.

 

Tymczasem proszę o cierpliwość, wyrozumiałość i pamięć o tym miejscu i o mnie. Choć bardziej milcząca nadal jestem i dziękuję za wszystkie Wasze odwiedziny i komentarze. W najbliższym czasie postaram się trochę ożywić to miejsce, a wtedy liczę i na Was :-)

 

A tym czasem napiszę po prostu, że jestem szczęśliwa i tego samego i Wam życzę :-)

 

Tagi: ,

8 komentarzy do “Coś trzeba stracić, aby zyskać coś …”

  1. Karmazynowa napisał(a):

    Chyba każda z nas ma tak, że coś traci, ale zyskuje coś innego. Zarówno jeśli chodzi o rzeczy dnia codziennego, jak i te pospolitsze. Najważniejsze to chyba umieć docenić, to co zyskałyśmy. :)
    Bardzo się cieszę z ostatniego zdania wpisu i do tych życzeń szczęścia się dołączam. Macierzyństwo Ci służy. :)))

  2. wigoma napisał(a):

    Dziękuję Ci bardzo Karmazynowa. Choć lekko nie jest, poziom inteligencji spadł mi o 50%, energii o 70% to poziom szczęścia o 100 a nawet 200%
    ;-)

  3. maiden napisał(a):

    Będziemy czekały aż powód Twojego niebywałego wzrostu poziomu szczęścia podrośnie:)
    Fajnie, że doceniasz to co zyskałaś – swoją drogą jest mi to tak bliskie, choć dalekie… Nie mogę się doczekać mojej kruszynki, być może jeszcze nie w pełni świadoma tego co stracę ale już szczęśliwa:)

  4. Evi napisał(a):

    Wciąż z utęsknieniem czekamy i cieszymy się z Twojego szczęścia. Niech rośnie i się pomnaża.

    Pozdrawiam
    Evi

  5. otylia napisał(a):

    Najważniejsze jest żeby doceniać i zauważać to, co się zyskuje, a to co się czasem traci, to nie ot tak bez powodu, zawsze jest w tym jakiś sens, cóż życie nas nie rozpieszcza, ale mądra mama też karci swoje dziecko, żeby w przyszłości wyrosło na wartościowego człowieka ;-)

  6. olq napisał(a):

    a gdzie moj komentarz? jako 1 skomentowalam:((

    p.s Tak, Cindy Crawford. Sa najnizsze z wszystkich, a najbardziej obcieraja!;/:*

  7. a.pe napisał(a):

    Zgadzam się z Otylią :)
    Czasem musimy coś stracić, żeby co innego docenić… Musimy się zmęczyć, by poczuć, jak cudownie jest odpocząć… Musimy uronić łzy, by poczuć siłę szczęścia… Wszystko to ma swój sens, choć czasem ciężko się go doszukać… Ale to przecież bilans tych wszystkich przeżyć sprawia, że jesteśmy takimi, a nie innymi ludźmi, prawda?
    Ściskam mocno powód Twojego szczęścia od siebie i od Juniora :)

  8. Tajemnica napisał(a):

    Ale czy zawsze aby coś zyskać, trzeba coś tracić? Przecież skoro coś tracimy to znaczy, że chyba nie do końca to było dla nas ważne, bo teraz mamy coś innego, coś czego tak na prawdę chcieliśmy. To chyba tylko przywiązanie. A tracimy coś bo tak chcemy!